Nie mogę spać. W łóżku przewracam się z boku na bok, wylewając w myślach żółć i rosnące we mnie rozgoryczenie. Zazwyczaj nie dziele się swoimi problemami, czy coś mi nie pasuje, ktoś mnie wkurza czy właśnie mnie obraził. Zawsze milczę, jestem osobą, która nie daje po sobie poznać, że coś jest nie tak. Swoje problemy załatwiam sama. I udaję, że nic się nie stało. Wmawiam sobie, że nie jestem krucha, a wystarczy, że ktoś podniesie głos od razu łzy napływają mi do oczu. Przyznaję. Mam tendencję do zamykania się we własnym świecie. Jednak ze świadomością, że to nie może trwać zbyt długo. Chociaż chciałabym powiedzieć co u mnie słychać Czuję, że jestem pełna uczuć, których nie potrafię opisać słowami. Mimo wszystko ktoś odnalazł zakątek mojej przeklętej duszy. Obudził emocje, które dawno już wygasły. Miałam wrażenie, że nareszcie dostałam element, którego od zawsze mi brakowało. Zaczęłam tak łatwo się gubić, tracę sens i obieram inny azymut. Północ staje się południem, zachód wschodem, radość smutkiem, a miłość nienawiścią. Akurat w tym momencie kiedy odważam się otworzyć drzwi, zrobić krok do przodu. Kiedy decyduję, że przestanę uciekać. Kiedy mam nadzieję, że prawie kończę tą cholerną układankę inna jej część się rozpada. A przecież tak starannie o nią dbałam. Kochałam. Zawsze, cały czas, aż do śmierci. Może niektóre rzeczy wcale nie powinny trwać. Może wtedy mają znaczenie.. Czekam, aż ktoś do mnie zadzwoni i powie, że to już koniec. Niekoniecznie musi być szczęśliwy, jakikolwiek. Myślę, że czasem można chcieć już tylko, żeby coś się skończyło, obojętnie jak.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz