środa, 16 marca 2016


Nie mogę spać. W łóżku przewracam się z boku na bok, wylewając w myślach żółć i rosnące we mnie rozgoryczenie. Zazwyczaj nie dziele się swoimi problemami, czy coś mi nie pasuje, ktoś mnie wkurza czy właśnie mnie obraził. Zawsze milczę, jestem osobą, która nie daje po sobie poznać, że coś jest nie tak. Swoje problemy załatwiam sama. I udaję, że nic się nie stało. Wmawiam sobie, że nie jestem krucha, a wystarczy, że ktoś podniesie głos  od razu łzy napływają mi do oczu. Przyznaję. Mam tendencję do zamykania się we własnym świecie. Jednak ze świadomością, że to nie może trwać zbyt długo. Chociaż chciałabym powiedzieć co u mnie słychać Czuję, że jestem pełna uczuć,  których nie potrafię opisać słowami. Mimo wszystko ktoś odnalazł zakątek mojej przeklętej duszy. Obudził emocje, które dawno już wygasły. Miałam wrażenie, że nareszcie dostałam element, którego od zawsze mi brakowało.  Zaczęłam tak łatwo się gubić, tracę sens i obieram inny azymut. Północ staje się południem, zachód wschodem, radość smutkiem, a miłość nienawiścią. Akurat w tym momencie kiedy odważam się otworzyć drzwi, zrobić krok do przodu. Kiedy decyduję, że przestanę uciekać. Kiedy mam nadzieję, że prawie kończę tą cholerną układankę inna jej część się rozpada. A przecież tak starannie o nią dbałam. Kochałam. Zawsze, cały czas, aż do śmierci. Może niektóre rzeczy wcale nie powinny trwać. Może wtedy mają znaczenie.. Czekam, aż ktoś do mnie zadzwoni i powie, że to już koniec. Niekoniecznie musi być szczęśliwy, jakikolwiek. Myślę, że czasem można chcieć już tylko, żeby coś się skończyło, obojętnie jak.

wtorek, 14 kwietnia 2015


























Ile to już lat? 18? Osiemnaście lat pełnych wspomnień. Wspomnień i marzeń z szeptem fałszywej nadziei w nadal niezaspokojonej myślami głowie z  zimnym umysłem chodzącym po skałach nad przepaścią czarnych myśli. Tysiące pustych dni których echo nadal odbija się w moim sercu. Leżąc w nocy na łóżku z umysłem i sercem na wierzchu wylewającym uczucia i tęsknoty patrzę za okno na deszcz spadający z nieba. Deszcz martwych chwil. Po nocy zamiatam pod dywan wszystkie pragnienia i chęci rozpoczęcia nowych relacji by znów ubrać śmieszną twarz z mięśniami naciągniętymi tak żeby udawały uśmiech. Wiem tylko, że przyjdzie czas po całej zimnej wieczności w którym rozkwitnie barwne i ciepłe szczęście które obudzi zamarznięty 
uśmiech i pozwoli ożyć snom. Mimo wszystkich przeciwności wiem dobrze, że nie warto się poddawać i marudzić jakie wszystko jest okropne. Żeby przeżyć całe życie trzeba mieć niesamowicie twardą psychikę. Przez to moje ostatnie pisanie po łebkach straciłam cały wątek tego co tu piszę. Pora w końcu się otrząsnąć i zacząć pisać od rzeczy. Ostatnio wszystko się pokomplikowało. Zaczęłam odczuwać jakie wszystko jest kruche i niestabilne. Musiałam podjąć kilka ważnych decyzji. Wiecie, ludzie mówią, a jeśli nie mówią to przynajmniej myślą.